Forum dyskusyjne

RE: Potrzebuję oceny sytuacji

Autor: mimbla1   Data: 2025-12-11, 11:58:00               

A źle Cię traktował, Nika. To wiemy i to nie budzi niczyich wątpliwości. On sam to przyznał czyli to rzecz ustalona i oczywista. Nie sądzę, żeby ktokolwiek na forum uznał, że on traktował Cię wspaniale, przynajmniej w zakresie komunikacji werbalnej, bo co do działań to zdaje się źle wcale nie było ani nie jest. Sama wymieniłaś te jego pozytywne działania, zakładam, że prawdę piszesz. U niego wydaje się istnieć spory rozziew między czynami i słowami, czyli gada wrednie, a w działaniu wydolny na przyzwoitym poziomie.


Teraz pytanie - jakiego czasu dotyczy to, co napisałaś? Tu i teraz czy przeszłości, czy pomieszane?
On Ci zarzuca między innymi to, że choć przyznał i przeprosił oraz stara się zmienić Ty nadal wyciągasz przeszłość. Obawiam się, że może mieć rację, bo poród to chyba nie sprawa z tu i teraz? Nawet jeśli jemu tego wprost nie wypominasz, w Tobie to nadal żyje i działa na emocje.

Magda napisała, ze go osaczasz. Ja się z nią zgadzam, klimat osaczania czuję silnie. Ścigasz go tą psychologią, zmuszasz do pewnego rodzaju rozmów i rozważań, choć wiele razy wprost mówił, że nie chce takich rozmów. Teraz wyjechał i co - nie odpuściłaś, maila napisałaś, odpowiedział asertywnie, nie odpuściłaś, przesłałaś mu mój tekst na jego temat, żeby "się zapoznał i zastanowił" - toż on wyjechał odpocząć, Nika. Zająć się sobą. Ma do tego prawo.

Nie jesteś w stanie z nim nawiązać dialogu? Nie jesteś. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że Ty nie jesteś w stanie dostosować się do niego. Dla Ciebie "dialog" ma tylko jedną wersję, Twoją. Ona tak nie chce, nie umie, psychologii ma po kokardę? Nic to, kontynuujesz wedle swojej wersji.
Jak w komunikacji werbalnej ktoś ma większe umiejętności, a ktoś mniejsze to kto się ma do kogo dostosować celem skutecznego porozumienia? Ten, co jest lepszy, wydolniejszy, sprawniejszy się dostosowuje. Chcesz się z nim dogadać? Dostosuj się do niego, bo on do Ciebie nie jest w stanie. Albo odpuść całość i nie zadręczaj go.
Ty zamykasz przestrzeń do ustaleń. Co najmniej w takim samym stopniu, jak on, tylko w inny sposób.
Podobnie jak z agresją słowną - jego jest prosta, wyraźnie widoczna, ewidentna niczym kij bejsbolowy. Twoja jest ukryta, nie tak jasna dla niewprawnego oka, niczym elegancka szpada albo niewielki ale ostry sztylecik, on nie jest jedynym agresorem werbalnym w tym waszym małżeństwie.

Chcesz, by on był asertywny - a jak jest z Twoją asertywnością względem niego? Szanujesz go? Nie naruszasz jego psychicznego terytorium, nie atakujesz jego granic?
Powiesz, że "za co mam go szanować, traktował mnie ohydnie przecież". No traktował. Twoje prawo odejść. Nawet jeśli coś pojął i się stara zmienić. Bagaż może być zbyt duży, związek nie do uratowania.
Ale zdaj sobie sprawę, że akurat nauczycielką asertywności to dla niego być nie jesteś w stanie - bo sama w relacji z nim asertywna nie jesteś. Chciałabyś dialogu dwojga dorosłych ludzi - Ty nadal rozmawiasz z nim z pozycji skrzywdzonego dziecka, poranionego i cierpiącego.

Jeśli już mnie znielubiaś, trudno :(. Napisałam jak pewne rzeczy widzę na podstawie tego, co opisałaś. Mogę napisać dokładniej, co mi z czego wynika, ale ani nie wiem, czy chcesz, ani czy ma to sens. Tu wedle życzenia. Nie wychodzi mi z tej naszej rozmowy obrazek "on zły, ona dobra" tylko smutny obrazek dwojga ludzi, którzy niszczą się wzajemnie i przestać nie umieją. Przyczyny - po obu stronach.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku